Militaria – od dzidy do bomby atomowej


Militaria początek To jest Adam. Adam jest pierwszym człowiekiem na Ziemi – przynajmniej sam tak uważa. Obecnie mieszka w wygodnej jaskini razem z innymi Adamami i Ewami. Wokół dzicz, chaszcze, mamuty. Adam, gdy tylko coś usłyszy, staje na baczność niczym surykatka i wypatruje zagrożenia. Popada więc w paranoję i inne choroby psychiczne, o których nie ma pojęcia – ponoć nie ma zdrowych, są tylko nieprzebadani, a Adam jest wybitnie nieprzebadany. Żyje w ciągłym stresie, bo nigdy nie wie, czy zapełni żołądek swój, czy czyjś. Wie natomiast, że aby ten piękny dzień nie był jego ostatnim, każdy poranek musi zacząć od naostrzenia swojej dzidy i naciągnięcia łuku. Tak, to on – człowiek, który zapoczątkował militaria.

Co było dalej? Dalej to już Adama poniosła ułańska fantazja. Ale po kolei. W starożytnym Egipcie królują łuki i dzidy zrobione z miedzi, brązu i żelaza. Ale to Cesarstwo Zachodnio-Rzymskie i Grecja dyktuje trendy, zbrojąc się w ciężkie miecze, włócznie i topory bojowe. Dba też o kwestię defensywną – hełmami i wielkimi tarczami.

 


Średniowieczna chińszczyzna

Militaria w średniowieczuPotem nadchodzi średniowiecze. Nasz Adam wciąż tnie swoich wrogów mieczem, tłucze maczugą, przebija strzałami i bełtami, burzy mury maszynami oblężniczymi. Wojak się z Adama robi potworny, szczególnie, że powód do wojny znajdzie się zawsze – a to się podbije terytorium sąsiada, bo ma ładniejszy widok z zamkowej wieży albo w coś innego wierzy; a to się kogoś spali na stosie za to, że jest zbyt czarujący.

W każdym razie wszystko trwa sobie w ustalonym od tysięcy lat porządku – aż nagle (między XI a XII wiekiem) do Europy z dalekich Chin dociera prawdziwa czarna magia – proch – czyli wybuchowa mieszanka saletry potasowej, siarki i węgla drzewnego. Nie wiadomo dokładnie, czy tajemnica ówczesnych alchemików zjawia się na Starym Kontynencie przez handlowy Jedwabny Szlak, czy przywozi ją ze swojej wyprawy legendarny Marco Polo. Wiadomo za to, że zmienia zupełnie sposób prowadzenia walki w Europie. Początkowo proch ładowany jest w wielkie armaty toczone na pole bitwy, żeby ostrzeliwały kulami mury i wrogie oddziały. Z czasem (między XIV a XV wiekiem) produkcja zostaje zminimalizowana tak, że „armata” mieści się w rękach jednej osoby i powoli staje się bronią ręczną.

 


Broń skwitowana uśmiechem Mona Lisy

Jak łatwo się domyślić, w późniejszych wiekach wszystkie inne militaria odchodzą w cień, bo Adam inwestuje całą swoją energię w rozwój broni palnej. W XVI wieku sam Leonardo da Vinci pokusza się o stworzenie innowacyjnego zamka kołowego, dzięki któremu powstaje pierwszy pistolet. Zamek kołowy nakręcany jest na klucz jak pozytywka – naciśnięcie spustu powoduje obrót koła, które, ocierając się o piryt (minerał żelaza) sypie iskry na proch i sprawia, że pocisk zostaje odpalony w lufie.

Później zamek przechodzi jeszcze kilka rewolucji (przez skałkowy i kapiszonowy), aż w końcu na początku XIX wieku, Francuz Samuel Johannes Pauly wynajduje amunicję zespoloną – nabój, w którym od razu mamy pocisk, ładunek i spłonkę – wszystko w jednym. Cud techniki, który przeładowuje się błyskawicznie. Ale to oczywiście nie koniec – zachęcony sukcesami Adam chce więcej, szybciej, mocniej.

 


Europa okopana zasiekami

Militaria czołgI tak militaria nabierają rozpędu, aż spotykają się na polach I wojny światowej. Broń XX wieku wrzucona w taktykę bitewną z wieku XIX przynosi w efekcie miliony żołnierzy uwięzionych w okopach, bo każde wyłonienie nosa powyżej niego spotyka się z gradem pocisków z karabinów maszynowych.

No właśnie, karabin, który został stworzony pod koniec XIX wieku, z czasem ulepszany, zmniejszany, oparty na automatycznym wystrzale powodowanym krótkim ruchem lufy stał się symbolem I wojny światowej. Jednak patową, okopową sytuację musi coś pchać do przodu, więc do boju wkraczają moździerze i artyleria, która potrafi wystrzeliwać jednotonowe pociski na odległość 10 km, ale najważniejsze zadania należą do pojazdów.

Pierwsze czołgi pojawiają się w 1916 roku w bitwie nad Sommą, czym Brytyjczycy zupełnie zaskakują Niemców. Ta wojna również pierwszy raz w historii włącza do walki na wielką skalę broń chemiczną, ale maski przeciwgazowe sprawiają, że budzi ona grozę bardziej w głowach niż w płucach.

Niektóre armie mają jednak pecha, walcząc kompletnymi niewypałami – cała włoska armia skazana jest na karabin Breda 30, w którym notorycznie zakleszcza się łuska po naboju – zamontowany zostaje więc mechanizm, który smaruje nabój smarem i usuwa pustą łuskę, wrzucając ją z powrotem do magazynku. Genialne!

 


Wojna bez granic


I tak dochodzimy do największej wojny w historii.
Dla naszego poczciwego Adama to prawdziwa jazda bez trzymanki, jakiekolwiek zasady idą w kąt, dozwolone jest wszystko to, co zabronione. Najważniejsze i najbardziej tradycyjne bronie tej wojny to z pewnością karabin M1 Garand, pistolet maszynowy Stent czy nazistowski miotacz ognia Flammenwerfen 35, ale jednocześnie jest to czas, w którym tajne laboratoria gorączkowo pracują nad nowymi broniami.

Tacy na przykład Niemcy konstruują kilkunastometrowy komin ziejący ogniem, w utopijnym założeniu strącający alianckie samoloty, jeden po drugim – pierwszy przycisk uruchamia gazy, drugi zapalnik. W rzeczywistości samoloty latają jednak dużo wyżej, więc WindKanone zostaje użyte tylko raz – w bitwie o Elbę.

Równie pomysłowi są Sowieci, którzy, nie radząc sobie z niemieckimi czołgami, werbują do armii… psy. Owszem, Szarik to urodzony czołgista, ale zadanie rosyjskiego psa jest inne. Taki zwierzak, obłożony ładunkiem wybuchowym, zostaje wytresowany tak, żeby wbiec pod czołg wroga, gdzie ładunek zegarowy zostaje zdetonowany. Mało humanitarne, ale koniec końców natura wygrywa, bo psy po pierwsze są oswojone z czołgami stojącymi w miejscu, a nie nacierającymi. Po drugie Sowici zapominają, że Niemcy mają na czołgu karabin. A po trzecie – psy boją się wszechobecnych wybuchów, więc po wybiegnięciu z bazy wracają do niej z ładunkiem, który wybucha, zabijając samych Rosjan.

Adam szaleje, wymyśla i kombinuje, aż w końcu dociera do granicy z widokiem na grzyb atomowy w Hiroshimie i Nagasaki. Jest już co prawda właściwie po wojnie, ale te dwa wybuchy sprawiają, że militaria nabierają zupełnie nowego wymiaru, a ewentualne późniejsze konflikty zostają „zamrożone” w blokach startowych. Od tego czasu według umów międzynarodowych kraje posiadające broń atomową mogą jedynie ją udoskonalać i pracować nad nowymi rakietami, które tę broń przenoszą – nie mogą jednak powiększać swojego arsenału.


Czy to już szczyt możliwości człowieka? Zapewne nie.
Od lat słyszy się pogłoski o tajnej amerykańskiej broni o nazwie HAARP, która poprzez pole elektromagnetyczne może powodować trzęsienia ziemi czy tsunami. Tak właśnie rośnie wieża Babel. A gdzie w tym wszystkim jest nasz Adam? Adam chciałby tylko czuć się bezpiecznie – w końcu na samym początku to właśnie to było głównym celem broni, którą tworzył.

 

Militaria broń żołnierz obrona


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.